Tyś jest jak dzień wiosenny z pogodą błękitną
I majowe w swej duszy nosisz poematy,
Radością zasadzone myśli w tobie kwitną
Ruchliwe, jak motyle, i wonne, jak kwiaty.
Lubię wspominać twoje miłosne spojrzenia
Zatulone w powiekach, jak stokrotki w trawie,
I krągły śmiech, co z warg ci zęby wypłomienia,
Białe, jak miąższ jabłeczny, w czerwonej oprawie.
Kiedyś potem – jesienią bez ciebie żałosną,
Gdy smutek serce ścichłe napełni po brzegi,
Niech mi się przyśnią twoje, w białych sukniach, wiosno,
Pocałunki słoneczne : twe maleńkie piegi.
Kazimierz Wierzyński
Kocham Ciebie zawsze i wszędzie
kiedy jesteś tu i nawet gdzieś tam ;
myśli o Tobie tańczą w obłędzie
gdyż moja miłość ma tysiące gam.
Barbara Botton
obraz Elisabeth Vigée Le Brun „Mère et sa fille” (Matka i jej córka)
Państwo, które demokracją stoi
żadnego referendum się nie boi.
Barbara Botton
Fiołkami ci drogę uścielę,
Kwiaty rzucę pod stopy pachnące,
Wonne lasów i pól naszych ziele
I storczyki, co rosną na łące…
Fiołkami ci drogę uścielę,
Że nie dotknie się stopa twa ziemi,
I powiodę cię, biały aniele,
I powiodę szlakami jasnemi…
W marzeń cichym klękniemy kościele
Gdzieś od ludzi daleko i światła,
Mój ty biały, serdeczny aniele,
Moja duszo ty jasna, skrzydlata!…
Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię syneczku ziemi twej na pamięċ,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś jak się jeży w dźwięku minut – zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula synku, czy to serce pękło ?
Krzysztof Baczyński
Człowiek pochodzi od małpy ? Uwierzę
tylko wtedy, Rodacy,
gdy człowiek zmusi małpę
za darmo do pracy.
Barbara Botton
Kraj najbardziej, na świecie, zadłużony
i najbardziej ze wszystkich uzbrojony,
to, według mnie, jest to kraj szalony.
Barbara Botton
Piszę dla przyjemności, która jest mi droga.
Prawa autorskie mych wierszy należą do Boga.
Barbara Botton
Obraz Rafała Olbińskiego ’ Kobieta z ptakami z puchu mleczy ’
W chwili, kiedy przy kolacji
bronisz niedorzecznych racji
żal za głupstwem topiąc w wódzie –
giną ludzie.
W przecudownych starych miastach
strach w codzienny pejzaż wrasta
śniąc o ocalenia cudzie –
giną ludzie.
W wioskach, których wcale nie ma,
bo śmierć przez nie przeszła niema –
wierząc swej nadziei złudzie
giną ludzie.
Giną ludzie, gdy głosujesz
za spokojem – i próbujesz
bunt sumienia zbić doktryną –
obcy giną.
W chwili, gdy rozrywki żądasz,
w telewizji mecz oglądasz,
lud się pławisz w słodkiej nudzie –
giną ludzie.
Oto nowa jest idea:
jeszcze ludzkość nie zginęła,
chociaż w Kainowym trudzie
giną ludzie.
Wielbiąc każde przykazanie,
zapis świętych praw w Koranie,
Ewangelii i Talmudzie
giną ludzie.
Wśród wyznawców każdej wiary
są mordercy i ofiary –
twe milczenie wskaże teraz
kogo wspierasz.
(przetłumaczył Roman Kołakowski)














