Za dnia obłoki, drzewa, senne góry,
Przecięte światłem, przetopione w dzień,
Tak mnie nie straszą, jak nocą, gdy z chmury
Powoli kwitnie sierp i nocy cień.
Zapadam wtedy pod powieki snów,
Dniem rozłączony znów się z sobą łączę,
A chłód i ciemność, w których noc się plącze,
Wzbierają z wolna i przybiera nów.
Dno snu mnie przyjmie ? Czy też chłodna ziemia
Zagarnie w siebie w wieńcu ciemnych gwiazd ?
Teraz bezdomny – rękoma obiema
Odpycham sen mój : noc, przestrzeń i czas.
Źródło : Paweł Hertz „Wiersze zebrane” Państwowy Instytut Wydawniczy, 2019
Już za nią ziemia uniosła swe góry.
Już cień jastrzębia kołem ją otoczył.
Już nad nią niebo zacieśniło chmury.
I w światłach nieba zagasły jej oczy.
Ja wciąż pamiętam, kiedy stała naga.
A teraz przeszła poza próg nagości :
jej pocałunków kołysze się waga
od realności do nierealności.
Zbigniew Jerzyna
Kiedy sen gasi wszystkie alarmy globalne
I ucisza szum maszyn, w ktȯrych robot mieszka,
Wracają do mnie znowu jakieś dnie upalne,
A z nim wraca snami zarośnięta ścieżka.
Pachną sosny gorące. Życie jest bezpieczne,
Popołudnie – łagodne, rzewne – ptakȯw głosy,
I wszystko, co mnie cieszy, jest bezużyteczne :
I ufność, i życzliwość, i kwiaty, i wrzosy.
O, jak miło iść tędy, wśrȯd ciszy upału,
Z wonią sosen na twarzy, bez łez pod powieką.
I wiedzieć, że do domu trzy wiorsty zostało,
I nie czuć, że to właśnie o sen za daleko.
Kiedy się twoja głowa w falę snu zanurza
I waha się, i słania ;
Czy się lękasz, bym z tobą nie odbył podróży
W twoją krainę spania ?
Nie bój się o to wcale, gdy zaśniemy, inne
Rozejdą się nam drogi ;
Sen mnie ciebie zwykł mieszać w moje dni dziecinne
Między umarłych drogich.
Przekradasz się polami, gajami, agrestem,
Drogą, którą kochałem,
Gdy zamkną się przepaście, którym obcy jestem,
Nad twoim drętwym ciałem.
Chciałbym, droga, zamącić ciemne twoje spanie,
Mieszkać w nim długo, wierzaj,
I drżeć tylko, że słońce, kiedy rano wstanie,
Otworzy cię na ścieżaj.
Jean Cocteau
Przetłumaczył z francuskiego Jarosław Iwaszkiewicz
Źródło : „Struny ziemi”, Jarosław Iwaszkiewicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2015
Wszystko straciłeś. Młodość, urodę.
Miłość i wszelką nadzieję.
I w niepogodę takeś wydumał,
że pustką tylko noc wieje.
Drzewo domowe ! Kasztanie w oknie !
– mój przyjacielu umarły !
Jednak znów stoisz strojny jak dawniej
W zielone i złote barwy.
Więc nie umiera wszystko ? Nie ginie ?
Więc nie przemija życie ?
Tylko zasypia na noc grudniową ?
I znów się budzi – o świcie …
Stanisław Ryszard Dobrowolski
Przez mrok obłoków, księżyc się słania
Mgła tuli zimny las
Śnijmy o życiu –Śmierć tak znana –
Śnijmy – “ Żyło się raz ..”
Anna Pogonowska