Panie ! My, ktȯrzy znamy tysiąc Twoich twarzy
Skrwawionych, konających, omdlałych, ścierpniętych,
Błagamy Ciebie, płynąc do Twoich ołtarzy,
Pokaż nam tę nie znaną. Zjaw się uśmiechnięty.
Wyjmij ciernie ze skroni, zetrzyj krew czerwoną,
Zmyj oczy obolałe, ktȯre dobrze znamy,
I uśmiechnij się do nas jak stary listonosz,
Co z dobrą wiadomością przystanął u bramy.
Niech wierna Twa życzliwość nasze serca muśnie,
Jak lazurowe słońce kwietniowej niedzieli.
Prosimy Cię o uśmiech, o zwyczajny uśmiech,
Bo go nie pamiętamy, bośmy zapomnieli.
Kiedy sen gasi wszystkie alarmy globalne
I ucisza szum maszyn, w ktȯrych robot mieszka,
Wracają do mnie znowu jakieś dnie upalne,
A z nim wraca snami zarośnięta ścieżka.
Pachną sosny gorące. Życie jest bezpieczne,
Popołudnie – łagodne, rzewne – ptakȯw głosy,
I wszystko, co mnie cieszy, jest bezużyteczne :
I ufność, i życzliwość, i kwiaty, i wrzosy.
O, jak miło iść tędy, wśrȯd ciszy upału,
Z wonią sosen na twarzy, bez łez pod powieką.
I wiedzieć, że do domu trzy wiorsty zostało,
I nie czuć, że to właśnie o sen za daleko.
Idylla maleńka taka :
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera,
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek ; a sam po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka …
O, jakże droga daleka –
Od człowieka do człowieka ..
Jan Sztaudynger














